Obrona Narodowa Trzemeszna i jej konsekwencje
Cóż takiego zrobili obrońcy Trzemeszna, że spotkała ich kara śmierci. Obrona Narodowa Trzemeszna 10 września 1939 roku w Wymysłowie odstąpiła od barykady, gdy dostrzeżono żołnierzy regularnej armii. Wymiana ognia trwała na barykadzie w Niewolnie. Nadjechał tam samochód z uzbrojonymi Niemcami, wśród których rozpoznano kolonistę Maksa Grosserta z Jastrzębowa. Pisaliśmy o tym przed miesiącem w artykule „Obrona Narodowa to powód do dumy i refleksji”.
Cofnijmy się do 2 września 1939 roku. Wtedy to wspólnie, burmistrz Szymański na miasto i wójt Zawalicz-Mowiński na wieś mocą prawa przysługującego ich urzędom na czas wojny, powołali Obronę Narodową Trzemeszna. Ochotnicy otrzymali wyróżniające ich opaski, broń i amunicję. Wszystkie atrybuty nosili legalnie i jawnie! Patrolowali ulice, ochraniali mieszkańców, pełnili straż przy obiektach publicznych, kontrolowali zatłoczone drogi, pomagali uchodźcom, internowali odgrażających się „Polaków narodowości niemieckiej”, czyli kolonistów niemieckich powiązanych z hitlerowską V kolumną. Na barykadzie w Niewolnie właśnie przed kolonistami – jak sądzono – użyto broni. Gdy nadciągnęło wojsko, decyzją komendanta miasta, którym od 7 września był Andrzej Marchlewicz, odstąpiono od dalszej walki.
Wycofanie obrońców nie odmieniło ich sytuacji. Wojsko przejęło inicjatywę i… mordowało obrońców w Niewolnie i… Wymysłowie. U wylotu ulicy Kościuszki w Trzemesznie Wehrmacht użył karabinu maszynowego, na Placu Kilińskiego odprzodkował działo i ostrzelał kamienice. Ujętego Marchlewicza pobito i poniżono przymuszając do obwieszczenia niemieckich zarządzeń wojskowych. Polaków spędzono na plac i wielu aresztowano. Wypuszczeni po kilku dniach, ponownie pod koniec września trafili do więzienia. Tym razem ich los był przypieczętowany. Odmówiono Polakom prawa obrony Ojczyzny nazywając bandytami i skazano na śmierć. Ciężarowym samochodem powiezieni zostali w nieznane. Gdy skrępowanych ustawiono wzdłuż wykopanego uprzednio dołu w Kociniu, padły serie karabinu maszynowego. Polacy przymuszeni do wykopania i potem zasypania miejsca kaźni zapamiętali „poruszającą się ziemię”. Kilka dni później rodziny złożyły bliskich w poświęconej ziemi na cmentarzach w Trzemesznie i Kruchowie. Po II wojnie światowej nad miejscem straceń w Kociniu górował drewniany krzyż. W kolejnych latach wzniesiono istniejący do dziś kamienny obelisk.
Tradycyjnie 5 października hołd pomordowanym oddają rodziny osób rozstrzelanych, mieszkańcy, delegacje organizacji pozarządowych, uczniowie, nauczyciele, harcerze i władze samorządowe. Znamy 23 imiona i nazwiska Polaków rozstrzelanych w Kociniu 5 października 1939 roku. Nową uzupełnioną tablicę inskrypcyjną odsłonili, w imieniu przedstawicieli rodzin, Sołtys sołectwa Cytrynowo p. Jerzy Kaptur, Przewodniczący Rady Sołeckiej sołectwa Cytrynowo p. Rafał Adamski, w imieniu wszystkich mieszkańców Burmistrz Trzemeszna p. Krzysztof Dereziński, Przewodniczący Rady Miejskiej p. Benedykt Nitka, Przewodnicząca ZKRPiBWP p. Irena Karczewska, Przewodniczący GKOPWiM p. Dariusz Jankowski i przedstawiciel Instytutu Pamięci Narodowej Oddział w Poznaniu - fundatora tablicy naczelnik p. Wojciech Chałupka. Wyjątkowość dzisiejszego pielgrzymowania określiła towarzysząca wszystkim refleksja nad przeszłymi, jednak nadal nie rozliczonymi, wojennymi zbrodniami ludobójstwa, myśl o potrzebie przebadania miejsca straceń i konieczności utworzenia ścieżki edukacyjnej.


Dodaj komentarz
- to dla Ciebie staramy się być najlepsi, a Twoje zdanie bardzo nam w tym pomoże!